
Konflikt wewnętrzny. Konflikt EGO.
Kiedy mówimy „konflikt”, jakie masz wrażenie?
Co widzisz?
Jak odbierasz to słowo?
Przeważnie, nasze skojarzenia przywołują przed oczy obraz wojny, walkę, przemoc.
I takie skojarzenia można uznać także za odpowiednie, jeśli mówimy o konflikcie wewnętrznym. Konflikt wewnętrzny, czyli konflikt, jakaś wojna, jakaś walka, jakieś napięcie, które jest w nas. W naszym wnętrzu.
To napięcie powstaje, kiedy jest w nas pewna rozbieżność między tym, co chcemy, co czujemy, co myślimy i tym, co robimy. Jest napięcie, jest niezgoda, jest brak jedności między podstawowymi obszarami naszej osobowości.
W tym artykule skupię się na konflikcie wewnętrznym, jaki powstaje dzięki naszemu ego.
Nasze ego to taka część nas, która jest uwarunkowana wszystkimi nakazami, przykazami społecznymi. Możemy przyjąć, że ego to jest taki nasz wewnętrzny policjant. Na ego składają się nasze przekonania, myśli schematyczne, nawyki, wszystko to zostało ukształtowane w nas przed siódmym rokiem życia. Ego to jest taka część nas, która do siódmego roku życia nauczyła się, w jaki sposób powinnam robić rzeczy, jak powinno to wszystko wyglądać i teraz tylko to powtarza – nie mówimy tu o lepszym lub gorszym efekcie materialnym działań, wiadomo nie możemy porównywać tego co zrobi dziecko z tym co zrobi dorosły. Mówimy tutaj o wewnętrznym nastawieniu. O narracji wewnętrznej. O wewnętrznym przymusie.
Do siódmego roku życia tworzymy wewnętrzny przymus, nakaz, powinność, które w dorosłym życiu, logicznym życiu nie znajdują swojego prawa bycia. Nie mają podstaw do istnienia. Jednak wbrew logice rządzą naszym dorosłym życiem.
I właśnie te wewnętrzne nakazy, powinności tworzą konflikty wewnętrzne lub inaczej konflikty emocjonalne. Ponieważ nasze wewnętrzne wyobrażenie świata i siebie jest bardzo różne, rozbieżne od tego co realnie ma miejsce.
Można przyjąć, że konflikt wewnętrzny, emocjonalny jest niejako system naszej obrony.
Żeby przeżyć w danym społeczeństwie, w danej grupie, do której przynależymy, powinniśmy się zadoptować do pewnych reguł, powinniśmy przestrzegać pewne normy, powinniśmy się poddać pewnym nakazom. To „powinno” to nasz wewnętrzny policjanta.
Jednak te wszystkie „powinno” nie zawsze są zgodne z naszymi przekonaniami wewnętrznymi. Nie są zgodne z naszym systemem wartości, z przekonaniami, a za tym idą nasze emocje. Nie ma zgodności, z tym co czujemy, czy z tym co myślimy w danej sytuacji.
To właśnie ta rozbieżność powoduje, że powstaje w nas napięcie, powstaje wielki ból wewnętrzny. Niestety na dłuższą metę nie możemy żyć w takim napięciu. W takim konflikcie wewnętrznym.
Ujściem tego wewnętrznego napięcia, konfliktu jest (jakimś) syndrom.
Syndrom może być oczywiście somatyczny (ból – migreny, zmęczenie, niestrawność etc.), ale mogą to być też różnego rodzaju zdarzenia, wydarzenia czy wypadki w codziennym życiu.
Każda z tych rzeczy psycho-somatycznych (dolegliwość fizyczna, zdrowotna, czy zdarzenie) ma w pewien sposób uświadomić nam, nasze wewnętrzne napięcie.
Tak naprawdę nasze ego, ale właśnie cały system naszej ochrony psychicznej buduje jakby mur. Mur między tym co boli wewnętrznie (a nie fizycznie ząb, ręka czy brzuch), co tak naprawdę jest ważne dla mnie, a tym co ja powinnam. I dopóki nie znajdziemy jakiegoś wyłomu, jakiegoś przejścia, szczeliny w tym murze, dopóty będziemy mieć różnego rodzaju „nieuzasadnione na ludzki rozum” bóle, choroby, wypadki, przypadki, zdarzenia, które będą nam powracać. Które będą chciały zwrócić naszą uwagę na to, co ważne, a wręcz nawet najważniejsze dla nas.
I będą się powtarzać, być może nawet zaostrzać, ponieważ mamy konflikt wewnętrzny, którego jeszcze nie rozwiązaliśmy.
Konflikty możemy podzielić na te świadome czyli, że w sposób mniej więcej świadomy coś robimy jednocześnie wiedząc, że robimy to wbrew swojej woli, ale robimy. Za przykład posłuży mi zachowanie klientki, która widziała, że jej szef lubi jak wszyscy mu przytakują, jak się z nim zgadzają. Ona jednak widziała, że nie jest to, ani słuszna ani dobra praktyka, tak dla pracowników, jak i dla firmy. Wiele razy chciała powiedzieć, że nie, chciała wypowiedzieć swoje zdanie, ale wiedziała, że to może się źle skończyć, nawet wyrzuceniem z pracy. Ponieważ robiła to w sposób świadomy, nie miała tym samym konfliktu wewnętrznego. Była tam niespójność, było coś wbrew niej, ale było to uświadomione. Nie powstał tam konflikt wewnętrzny, który mógłby zakłócić jej jedność wewnętrzną.
Najczęściej jednak mamy do czynienia z nieuświadomionymi konfliktami wewnętrznymi. Mówimy o nieuświadomionymi konflikcie wewnętrznym kiedy staramy się ukryć, wyprzeć, zatuszować prawdę wewnętrzną taką jaka jest. Za przykład posłuży mi klientka, która zgłosiła się do mnie z problemami z kręgosłupem. Nigdy nie miała żadnych bóli, a tu nagle ścięło ją z nóg i już od dłuższego czasu nie mogła chodzić. Kiedy weszłyśmy w proces uzmysłowiła sobie, że od pewnego czasu mówi do siebie, że „zasługuje, że jest wspaniała”. Mówiła sobie piękne rzeczy, patrząc tak po ludzku, logicznie. Jednak dla jej mózgu było to coś nie do przyjęcia. Jej mózg wiedział, że jest ona „zerem, nie zasługuje i w ogóle jest beznadziejna”.
Dlaczego nie zdajemy sobie sprawy z konfliktów wewnętrznych?
Dlatego, że ta prawda wydaje się nam, a raczej naszej podświadomości, naszemu ego, niebezpieczna. Odbierana jest, jako zagrożenie dla naszego przeżycia. Naszemu umysłowi podświadomemu wydaje się, że jeżeli dogrzebiemy się, do tego konfliktu, do prawdziwego bólu, to będzie za bardzo boleć. Wydaje się, że ten ból będzie nie do zniesienia, tak iż może przyczynić się do naszego rozpadu. Dezinetgracji. (W terapii punktem zwrotnym jest moment kiedy dochodzimy do takiego bólu, kiedy klient mówi właśnie o rozpadzie, o śmierci i zniknięciu. Jest to jednak rozpad, śmierć pewnej części nas samych, takiej części, która swego czasu w coś uwierzyła, ale to jej dziś już nie służy. Przejście tego właśnie rozpadu, niesie ze sobą dla klienta wyzwolenie, a praktycznie oznacza rozpoczęcie świadomego życia). A dla naszego mózgu najważniejsze jest przeżycie.
Nie ważne jak, najważniejsze to przeżyć.
Dlatego moment konfrontacji wewnętrznej odbiera, jako zagrożenie i broni się przed nią. Jednak dla nas, jako ludzi, którzy chcemy nie tylko przeżyć ale przede wszystkim żyć, jest to moment, którym musimy skonfrontować.
Tak naprawdę bez stworzenia tej szczeliny, tego przejścia, wyłomu w murze ochrony psychicznej. Bez zobaczenia tego bólu wewnętrznego, bez dotknięcia tego bólu, nie możemy rozwiązać konfliktu, jaki mamy w swoim wnętrzu. Nie możemy zrozumieć pewnych chorób nawracających, czy pojawiających się nagle. Nie możemy zrozumieć naszej psyche i somy.
Dlaczego?
Ponieważ musimy dotknąć konfliktu. Musimy rozwiązać konflikt wewnętrzny, jaki jest w nas aktywny.
Teraz przyszła mi myśl, że wcale nie trzeba rozwiązywać swoich konfliktów wewnętrznych. I oczywiście nie trzeba, jeśli mamy ochotę przeżyć nasze życie. Jeśli mamy ochotę kończyć każdy dzień ulgą, że wreszcie się skończył. A nowy dzień witać pośpiechem, niezadowoleniem, że tyle problemów przed nami.
Rozwiązanie konfliktu wewnętrznego, emocjonalnego daje wolność. Daje niezależność i sprawczość w działaniu.
Rozwiązanie konfliktu wewnętrznego nie gwarantuje, że nie będzie przeciwności losu, czy ciężkich chwil. Ale gwarantuje, że te ciężkie momenty nie doprowadzą do dezintegracji, do rozpadu, do rozpaczy. Gwarantuje, że życie nabiera głębszego sensu, pełni. A to niesie ze sobą spokój, nadzieję, wewnętrzny dobrostan.
Masz ochotę porozmawiać?
Zapraszam na 30 minutową rozmowę – umów się TUTAJ